Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Artykuły. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Artykuły. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 marca 2010

Pierwsze miejsce w konkursie na najlepszy artykuł!

Wczoraj zakończył się konkurs na Pokerstrategy, w którym wybierało się najlepszy artykuł spośród nadesłanych prac. Po tygodniu oddawania głosów na 3 najlepsze prace moja okazała się wygrać bardzo dużą przewagą głosów. Artykuł znajduje się jeszcze na tamtejszym forum, poniżej link do rozwiązania konkursu i samego tekstu

Najlepszy artykuł - rozstrzygnięcie

Jak można się po tytule domyśleć, traktuje on o najczęściej popełnianych błędach przez każdego z nas. Zaczerpnąłem trochę wiedzy o znajomych i ich nawykach psujących grę - niektóre z tych przypadków opisałem w zeszłym roku pisząc na blogu art pt. "Grzesznicy".

Poza artykułem mam coś jeszcze dla zainteresowanych moją grą. Nagrałem film z mojej gry na NL200 swojego czasu i wrzuciłem go do oceny na forum. Dla tych, co nie mają konta na Pokerstrategy, bezpośredni link - KLIK

Zapraszam do obejrzenia i ewentualnego komentowania :)

czwartek, 4 lutego 2010

Easyrider vs. Ordnung muss sein

Eeasyrider vs. Ordnung muss sein

Tak, wiem - jestem niesłowny. Na początku roku deklarowałem się na sporadyczne wpisy do bloga, a teraz strzelam postami jeden za drugim. Ale przejdźmy do meritrum.

Przez pół roku zajmowania się tylko graniem w pokera zmieniałem swój harmonogram z bardziej luźnych na mocno poukładane i z powrotem. Spora część pokerzystów (jak i gamerów) dba o swoją kondycję fizyczną i uważa przy tym, że dobra forma naszego ciała jest warunkiem koniecznym do dobrej formy naszego intelektu. W wywiadach takie osoby jak Gus Hansen, Patrick Antonius czy Elky mówią, że regularnie uprawiają sport kilka razy w tygodniu (siłowania, basen czy bardziej wyszukane aktywności) i mają ściśle określony plan dnia. Z drugiej strony mamy takich ludzi jak Greg Reymar, Chris Moneymaker czy Dario Minieri, którzy zdecydowanie nie wyglądają na zainteresowane jakimkolwiek większym wysiłkiem fizycznym.

Aktywny styl życia z pewnością ma sporo zalet. Regularne i mocne spanie, wstawanie i jedzenie posiłków o tych samych godzinach mechanizuje nasze życie, ale jednocześnie pozwala na lepsze zarządzanie wolnym czasem. tj. można zrobić więcej rzeczy mając jasno określony plan. Równowaga zachowana w organizmie i na pewno lepsze samopoczucie sprzyjają sprawniejszemu funkcjonowaniu na codzień, odporności na choroby i ogólne zamulenie.

Z drugiej strony takie narzucanie sobie napiętego grafika potrafi być mocno wycieńczające psychicznie. Czasem człowiek musi po prostu podelektować się wolnym czasem i popołudniem, w którym może się trochę poobijać. Bardzo cenie sobie możliwość ucięcia sobie drzemki w środku dnia albo wieczorem. Wiem, że nic mnie nie goni, że mogę spać kiedy tylko chcę i do której chce. Czasem też jest tak, że nasz mózg i oczy muszą przecież odpocząć. Cały dzień czytania książek, oglądania filmów szkoleniowych i bezustannego wysiłku intelektualnego, też potrafi człowiek wypompować. Korzystając z tych swobód mogę zdecydowanie powiedzieć, że się wysypiam i nie czuje wyczerpany. Niestety czasami odnoszę wrażenie, że czas mi czasami przecieka między palcami i schodzi na przeglądaniu bezwartościowych pierdół w internecie. Wiem wtedy, że gdybym miał normalną pracę na etacie to byłbym w stanie porobić wszystkie "wartościowe" rzeczy, którymi się zajmowałem w trakcie dnia i przy okazji też obejrzeć jakieś śmieszne filmiki czy pośmiać się z jakichś idiotów na forach dyskusyjnych.

Wniosek jest taki, że potrzebuję chyba odnaleźć w sobie harmonię. Trochę więcej dyscypliny i aktywności fizycznej, ale bez niemieckiej precyzji i bezkompromisowego kalendarzyka. 2x siłowania i raz basen w tygodniu będą chyba dobrym początkiem w celu odzyskania równowagi i kondycji przed sezonem wspinaczkowym, który zbliża się wielkimi krokami. Całe szczęście, że przez całą zimę nic nie przybrałem na wadze i nie muszę zrzucać. Dzięki temu chyba łatwiej będzie mi się do tego wszystkiego "podnieść" :)

poniedziałek, 1 lutego 2010

Ty też grasz?!

Dwa dni temu wątek poruszony na forum quake'owym uświadomił mi jak szybko rośnie popularność pokera w środowisku nie tylko e-sportowców, ale wszystkich młodych ludzi. mających kontakt z internetem. Pomijając już reklamy Pokerstars na gadu-gadu czy fakt, że dużo osób odnoszących sukcesy w krainie competitive gaming promuje pokera dzięki swojej sławie i wywiadom (ElkY, Fatal1ty), duża część graczy zasłyszy od znajomych o tej fantastycznej grze i w zasadzie ciężko komuś siedzącemu trochę głębiej w wirtualnym świecie nie mieć znajomego grającego w pokera.

Cieszy mnie fakt, że poker zaczyna być postrzegany nie przez pryzmat niebezpiecznego i brudnego hazardu, ale kolejnej dziedziny współzawodnictwa, gdzie o wynikach decyduje skill i doświadczenie. Jak to zwykle w życiu bywa, każdy medal ma dwie strony - postaram się pokazać, jak wygląda sprawa w tym przypadku.

Analityczne i poważne traktowanie pokera sprawia, że wzrasta jego uznanie w społeczeństwie, a najlepsi traktowani są z szacunkiem i respektem, jak np. szachiści. Coraz większa pokerowa świadomość przenosi się także na inne aspekty życia - rozwój umiejętności matematycznych, dokładnej kalkulacji własnego położenia w danej sytuacji, cierpliwości i opanowania. Mogłoby się wydawać, że ta rosnąca popularyzacja ma same plusy.

Ale wraz z powyższymi zjawiskami rośnie ogólny poziom pokera i ilość graczy, którzy nie przychodzą na stoły tylko dla beztroskiej zabawy. Chętni mają ogrom materiału w internecie, który może ich uczynić dobrymi i wygrywającymi graczami oraz pozwolić wspinać się po limitach. Poprzez artykuły, filmiki i private coaching zdeterminowana osoba może stać się bardzo szybko maszyną do wygrywania. Tym sposobem poker za 5 lat może przestać być tak opłacalny i będziemy mieli sytuację, w której przy stole będą siedzieć same rekiny przerzucające między sobą kasę, a zarabiał będzie tylko poker room na prowizji. Wiele osób zajmujących się pokerem mówi o tym często i stara się wygrywać jak największe pieniądze póki jeszcze się da, bo nie wiadomo co przyszłość przyniesie.

Wydaje mi się, że nie powinniśmy się obawiać tak dramatycznych zmian w świecie pokerowym. Przede wszystkim dlatego, że będą w niego zawsze grać tylko ludzie, a ci nigdy nie przestaną popełniać błędów. Poker jako gra kasynowa ma duże wzięcie u hazardzistów, którzy zawsze byli dawcami kapitału i stanowią naprawdę liczne grono zasilające portfele wygrywających graczy. Tak samo jak hazardziści, tak i gracze pretendujący do wygrywających i chcący prowadzić profitową grę podatni są na tilt i nie wytrzymują psychicznie trudnych momentów w swojej karierze. Przykładów rozwijających się, czy już świetnych graczy, którzy wypracowany skillem bankroll na NL400/600 potrafili rozdać w 2 dni na high stakes nie trzeba daleko szukać. Być może za parę lat gra będzie wyglądała inaczej, może Omaha albo Razz zdominują internetowe rozgrywki i pewnie ilość regularnie wygrywających graczy będzie wyższa niż teraz. Ale nie wydaje mi się, żeby kiedykolwiek poker przestał być profitowy, bowiem natura ludzka i bardzo długa historia hazardu w naszej cywilizacji rokują moim zdaniem tej grze jeszcze długą i barwną przyszłość.

czwartek, 31 grudnia 2009

Podsumowanie

Mija rok, odkąd stawiałem pierwsze kroki w świecie pokera, i pół roku, odkąd poker jest moim źródłem utrzymania. Za jego sprawą mijający okres ten był pełen zmian w moim postrzeganiu życia oraz otaczającego mnie świata. Czy to poker mnie tak zmienił, czy może pomógł mi odkryć, kim tak naprawdę jestem? Pytanie nadaje się chyba na debaty filozoficzne, ale skupmy się na konkretach.

Od czego zacząć? Chyba od rzeczy najważniejszej. Po namyśle, najważniejszą sprawą w całej tej przygodzie jest poczucie samodzielności. Udało mi się udowodnić samemu sobie, że nie muszę żyć w świecie szarych i pospolitych ludzi, "skończyć studia, znaleźć dobrze płatną i stabilną pracę, spłacać kredyt na mieszkanie przez 20 lat, a na starość ledwo wiązać koniec z końcem otrzymując ochłapy nazywane u nas emeryturą". Jestem na początku ścieżki pełnej swobody i wolności, która może uczynić moje życie naprawdę interesującym i niezwykłym - a zarazem wymaga ode mnie dużej odpowiedzialności, która czyni mnie mocniejszym i uczy przykładania się do tego, co robię. Poker to także ogromna swoboda finansowa - pomyślnie przeszedłem próby i oparłem się pokusom wchodzenia na wyższe limity bez odpowiedniego kapitału, ani razu nie złamałem własnych zasad. Wypłacone pieniądze udało mi się mądrze zainwestować i powoli zacząć budować podwaliny do niezależności finansowej, do której staram się zmierzać. Za pieniądze z pokera zwiedziłem też w tym roku dwa kraje, w których wcześniej nie byłem.

Dobry pokerzysta zawsze ma plan. Jaki jest mój? Myślę, że przez następne 4-5 lat poker będzie moim sposobem zarabiania na siebie. Niezależnie od tego, jak dobrze będzie mi szło, chciałbym z nim skończyć wraz ze skończeniem studiowania filozofii. Dlaczego? Bo życie jest zbyt interesujące, by poświęcać je tylko jednej dziedzinie. W moim życiu zmiany przychodzą "w setach", nagromadzone w krótkim odstępie czasowym. Chciałbym, by kolejny taki set przyszedł właśnie za 4-5 lat. Mam nadzieję, że będę wtedy na tyle kompetentny by z sukcesem zająć się fachem, który zawsze za mną chodził i w którym jakoś starałem się zrealizować. Umiejętności zarządzania swoim czasem jak i samym sobą odpowiednio mnie chyba przygotowały, a na szlifowanie skilla mam jeszcze trochę czasu.

Blog pozostawiam, ale nie planuje częściej niż raz na pół roku robić w nim wpisów. Mam nadzieję, że przeczytacie o mnie w innych okolicznościach, jeśli osiągnę takie sukcesy jakie planuję :)

Dziękuję za uwagę i pozdrawiam wszystkich czytelników jako yac zupełnie inny niż Was tutaj powitał niespełna rok temu.

Per asper ad astra.

środa, 11 listopada 2009

Kupuję, więc jestem

Zauważyłem, że pomimo często szerokich horyzontów oraz całkiem sprawnego intelektu, mnóstwo osób kroczących po tym świecie ociera się niemal o analfabetyzm finansowy. Łapię się czasem za głowę, kiedy widzę jak ludzie na własne życzenie stają się niewolnikami banków, pracodawców czy państwa.

Dlatego postanowiłem wrzucić informacje o 2 wartościowych pomocach dydaktycznych dla ludzi, którzy nie potrafią się odnaleźć, a mają łeb na karku. Pierwsza z nich to bardzo znana książka:
„Bogaty Ojciec, Biedny Ojciec” Kiyosaki Robert
Opowiada o fundamentach myślowych człowieka biznesu, pozwala zrozumieć mechanizmy rządzące firmą, a także samymi ludźmi jako pracownikami czy pracodawcami. W książce nie znajdziecie żadnego pomysłu na biznes, prawd objawionych ani złotych myśli. Znajdziecie w niej sposób myślenia, jaki jest potrzebny by przestać być wołem pociągowym i zacząć stawiać pierwsze kroki ku niezależności finansowej.

Drugi materiał to wykład Jana Fijora, który ma drobne wydawnictwo i przedstawia profil przeciętnego polskiego milionera. Również przekazuje idee i tłumaczy mechanizmy rządzące biznesem, ale przede wszystkim uświadamia i obala wiele mitów na temat ludzi bogatych.
KLIK

Droga do bogactwa to przede wszystkim dyscyplina i oszczędność. Nie jest trudno prowadzić wystawny tryb życia, popadać w szał świątecznych zakupów i błogi konsumpcjonizm. Sztuką jest mieć w ręce 20k PLN i zadać sobie pytanie „czy naprawdę potrzebuje zmienić samochód, telewizor, wyremontować kuchnię i kupić nową maszynkę do mielenia mięsa?”. Sztuką jest mieć silną wolę, zainwestować te pieniądze w jakikolwiek sposób oraz cały czas zdobywać wiedzę, jak można mądrze pomnażać swój kapitał.

Work smart, not hard & nie rób z siebie niewolnika.

czwartek, 8 października 2009

Adapt & Adjust

Witam w kolejnym tekście! Po miesięcznej absencji na blogu czas na trochę nowego materiału.

Krótko o mojej grze – NL100 pokonałem na hollywoodzkim upie, aktualnie gram NL200 (wciąż FR) i trochę zwolniłem. Wykres na razie przypomina sinusoidę, która przecina linię zera raz z jednej, raz z drugiej strony. Na szczęście rakeback na tym limicie daje już naprawdę porządnego kopa. To właśnie w związku z przejściem na nowy limit piszę nowy artykuł, ponieważ klimat panujący na wyższych stawkach zmusił mnie do zaadoptowania się do nowego środowiska.

Znacznie większa agresja i 3-betting to różnice dostrzegalne na pierwszy rzut oka. Jest tutaj naprawdę sporo short stacków z poszerzonym zakresem często stawiających nas w sytuacjach all-in wiedząc, że i my mamy poszerzony zakres, zwłaszcza na średnich pozycjach. Sprawdzanie ich już z AQs jest często +ev. Trzeba też znacznie poluźniać grę przeciwko donkom, jeśli ma się nad nimi pozycję. Kiedy mamy grywaną rękę, trzeba fisza izolować i w przypadku trafienia swojego układu ogrywać. To dosyć naturalne, że powinniśmy dążyć do tego, aby grać więcej potów ze słabszymi graczami mając pozycję nad nimi. Dzięki temu nasza gra będzie bardziej profitowa.

Powyższe sytuacje dały mi kolejną lekcję. Bo czym jest życie, jak nie sztuką dostosowywania się do panujących sytuacji. Ludzie obrotni i dynamiczni potrafią poradzić sobie kiedy życie przyciśnei ich do muru. W czasie obecnego kryzysu, problemów zawodowych bądź prywatnych, zawsze można zaadoptować się do sytuacji i dostosować w taki sposób, by wyjść z niej obronną ręką. Ludzie pogrążeni w stagnacji nie potrafią zmodyfikować swoich przyzwyczajeń i stawić czoła nowym wyzwaniom. Rutyna uczeniła ich zbyt leniwymi tudzież otępiła i wypłukała z głowy samodzielność, umiejętność krytycznego myślenia i analizowania.

Poker wciąż uczy. I ja też się uczę. To niesamowite, że rok temu gdyby ktoś mi napomknął, że będę się z tego utrzymywał, to popukałbym się w głowę. Życie wymagające nieustannych zmian wymaga ogromnego wysiłku oraz zapału. Efekty tej pracy są warte wkładu. Ciągły rozwój, większa sprawność intelektualna. Możliwość odkrywania tego, kim się jest w najgłebszych zakamarkach własnego jestestwa, których umiejętność postrzegania wymaga wypracowania w sobie ponadprzeciętnej wrażliwości. Hej, czy wspominałem już, że jestem od tego miesiąca studentem filozofii? Zobaczymy jakie zmiany przyniesie ta fascynująca dziedzina wiedzy :)

PS. Pierwszy raz w rankingu - żeby nie było, że jestem pracowity, a nie tylko gadatliwy :)

czwartek, 3 września 2009

Wpływ pokera na moje życie

W poprzednich artykułach próbowałem nakreślić ogólny profil typowego pokerzysty – zarówno wygrywającego, jak i przegrywającego. Odwoływałem się do hipotetycznych sytuacji i stosowałem analogie starając się przekazać myśl w sposób zrozumiały i rzeczowy.

W tym będzie inaczej – opowiem konkretnie o zmianach, jakie zaprowadził poker w moim życiu. Tekst ma naturę osobistą, gdyż ujawnię część swoich cech i może w ramach odkupienia za poprzedni artykuł – sam siebie szczerze rozgrzeszę. Istnieje ryzyko, że jakiś zły człowiek wykorzysta to, żeby mnie ośmieszyć, upokorzyć czy dla zasady rzucić kłodę pod nogi. Mam nadzieję, że takowi tutaj nie zaglądają :)

Na samym początku miałem naprawdę kiepskie wyniki. W najbardziej dramatycznym momencie mój kapitał startowy skurczył się do 14$ - prawdopodobnie, gdybym wtedy zbankrutował po dwóch tygodniach gry to rychło zakończyłbym przygodę z pokerem. Przez pierwszy miesiąc chłonąłem naprawdę sporo wiedzy teoretycznej i po każdej sesji zadawałem sobie pytanie „co robię źle, skoro tak mi słabo idzie?”. Pokora i samokrytyka sprawiła, że uparcie szukałem sposobu na polepszenie własnych umiejętności – w filmach instruktażowych, artykułach, programach wspomagających grę (PT3, HM). Patrząc dzisiaj na ten okres wydaje mi się, że wykonałem naprawdę ciężką pracę - zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że jej wyniki w pierwszym miesiącu były bardzo słabe. Kiepskie rezultaty mojej gry, jak się po głębszej analizie okazało, były wynikiem fatalnie dobranego poker roomu i hurtowej ilości short stacków chcących się szybko podwoić i uciec ze stołu.

To właśnie pokora i ciężka praca zrewidowała moje poglądy na temat wyjątkowości – jaką wcześniej przypisywałem sobie. Zdałem sobie sprawę, że byłem w dużym błędzie, bowiem wyjątkowym nie można się urodzić. Wyjątkowym można się tylko STAĆ poprzez bardzo ciężką pracę i pokorę. Wybitni sportowcy, wizjonerzy i błyskotliwi biznesmeni potrafiący zrobić coś z niczego – może wszyscy mieli predyspozycje większe niż ich mniej uzdolnieni rówieśnicy, ale z pewnością pracowali bardzo ciężko by osiągnąć sukces i szczyt w obranych przez siebie dziedzinach. Paradoksalnie, pomimo tego, że praca z pokorą towarzyszyły mi każdego dnia podczas pierwszego miesiąca gry - nie czułem się wtedy, ani dziś nie czuję się wyjątkowy. Doświadczenia te pozwoliły mi trzeźwo ocenić, kiedy należy zdystansować się do tego, co robimy i nie przeceniać wartości własnych dokonań.

Dlatego też wracając czasem na stare śmieci (scena quake) poczytać newsy i podyskutować na forum kręcę głową widząc, jak bardzo tamtejsi bywalcy „spinają poślady” i przejmują się nieistotnymi błahostkami, bo ktoś im na czacie napisał, że grają frajersko. Albo, że wygrali turniej o pietruszkę, w którym nie grał żaden zawodowiec. „O, portal gamingowy przeprowadził ze mną wywiad – jestem sławny!”. Wielkie afery i groźby „wjazdu na chatę”, bo jeden na lidze miał złego guida, a drugi wallhacka. Tamtejsza mentalność wpędziła wielu ludzi w autogloryfikację – agresywną i niezwykle zaraźliwą przypadłość, która prowadzi do wielu niesnasek, internetowego kozactwa i nieuzasadnionego stresu – zwłaszcza w stadzie zdominowanym przez nastoletnich samców o podwyższonym poziomie testosteronu i problemach życiowych takich jak nadchodzący sprawdzian w szkole. Dzięki doświadczeniom z pokera potrafiłem po powrocie spojrzeć na ten dziwny trend jak ekipa Monty Pythona na życie człowieka w „meaning of life” i po prostu się śmiać – bo cóż innego pozostaje.

Poker to także świat, w którym nie brakuje pokus. Dlaczego mam nie wejść na wyższe limity i nie próbować szybszego zarobku? Dlaczego nie miałbym wziąć całego bankrollu i próbować go podwoić na ruletce, zarobić krocie w parę sekund?! Dlaczego nie zamienić się przy stole w maniaka, może uda mi się wyblefować wszystkich kiedy będę behind i wciągnąć w pulę, gdy będę ahead?!

Dlatego w świecie pokus trzeba mieć zasady. Kręgosłup moralny. Nie mówię, że wcześniej go nie miałem – wręcz przeciwnie, za punkt wyjścia do bycia dobrym człowiekiem obrałem zasadę „nie krzywdź innych” i niezłomnie się jej trzymam. Sęk jest w tym, że dzięki pokusom, na które bezustannie wystawia mnie granie w pokera mogę lepiej poznać samego siebie i wiedzieć, do czego jestem, a do czego nie jestem zdolny. Dumny jestem z tego, że pomimo chwil zwątpienia w moją grę, słabych wyników i wielu niefortunnych wydarzeń, nigdy nie złamałem własnych zasad. Będąc często pod dużą presją nie zawiodłem samego siebie i wiem, że kiedy w życiu przyjdą pokusy jawnie łamiące moje zasady moralne – będę na nie bardzo dobrze przygotowany.

Pokerzysta to także kowal własnego losu. Nie jestem uwiązany przez umowę z pracodawcą do przychodzenia o konkretnych godzinach na stanowisko, nie mam wyznaczonego urlopu. Sytuacja ta daje mi spore poczucie wolności, ale nie można zapomnieć o odpowiedzialności, jaką niesie ze sobą tak duża swoboda. Jeśli będę się obijał przez cały tydzień (wolno mi), to nic nie zarobię. Jeśli nie będę sobie dobrze organizował dnia, to będę bezproduktywnie tracił czas pomimo tego, że mam go więcej niż większość ludzi. Jeśli będę tylko grał w pokera i zapomnę o niezbędnej edukacji to prędzej czy później się to na mnie zemści. Tak naprawdę każda zła decyzja się na mnie zemści. Dlatego właśnie tak wielu ludzi czuje się komfortowo pracując u kogoś w dużej firmie, gdzie ich odpowiedzialność jest zminimalizowana i nie muszą się martwić o wiele rzeczy, które nie mogą umknąć uwadze człowiekowi w pełni samodzielnemu. Właśnie z tą odpowiedzialnością przez ostatnie pół roku musiałem się obyć – wydaje mi się, że podołałem wyzwaniu.

Dzięki powyższym przemyśleniom, które towarzyszyły mi przez wiele wieczorów, rozwinąłem w sobie umiejętność, którą niezwykle cenię – nauczyłem się analizować samego siebie na wielu płaszczyznach, dokonywać osądów, wyciągać wnioski i być naprawdę samodzielnym i niezależnym człowiekiem. Wydaje mi się, że sporo się we mnie zmieniło przez ostatnie pół roku – i jestem z tych zmian zadowolony.

Drogi czytelniku – jeśli dotrwałeś do końca artykułu tu poświęć mu jeszcze parę sekund dodając poniżej komentarz. Chciałbym mieć przybliżone pojęcie o tym, jak wiele osób czyta moje artykuły. Możesz po prostu się przedstawić, wpisać „hej”, jeśli nic innego nie przychodzi Ci do głowy. Jeśli zaś masz do powiedzenia coś więcej to serdecznie zachęcam – to właśnie dzięki komentarzom moje teksty mają szansę być lepsze, a może przy odrobinie szczęścia trafią niedługo do znacznie szerszej publiki.
Z góry dziękuję.

środa, 2 września 2009

Grzesznicy

Pod tym tajemniczym tytułem kryje się temat, jaki poruszę w poniższym artykule – rozliczę część znajomych, z którymi równolegle stawiałem swoje pierwsze kroki na poletku pokerowym i którzy mieli szansę stać się naprawdę dobrymi zawodnikami. Czego brakło do sukcesu? Każdemu czegoś innego. Oczywiście zachowuję tutaj pełną anonimowość, a jedyny osobami, które będą w stanie rozpoznać opisywanych tutaj delikwentów, będą one same.

Przypadek A. – gdyby mnie nie wkręcił, nie zacząłbym grać w pokera. Lubi turnieje, grę SH i szlifuje swój agresywny styl na NL25. Niestety buduje bankroll bardzo wolno – a to dlatego, że za mało gra. Wydaje mi się, że nie do końca wierzy w swoje umiejętności, bo zamiast w wakacje przygrindować na stolikach to poszedł na tydzień do kiepskiej roboty przygotowywać scenę pod koncert. Ze swoim talentem i już całkiem niezłym doświadczeniem mógłby być spokojnie pełnoetatowym zawodowcem – a więcej czasu na MTT uczyniło by go naprawdę bogatym człowiekiem. Mam nadzieję, że zobaczy w sobie ten potencjał i wykorzysta go na stołach. Więcej systematyczności i dłuższe sesje. Kompetencji nie brakuje.

Przypadek B. – gra już ponad pół roku, wciąż siedzi na NL5, a przy pokerze spędził naprawdę sporo czasu. Czy coś robi źle? Mnóstwo rzeczy. Przede wszystkim jest leniwy – nie uczy się, chociaż głośno o tym mówi, że „zabierze się w końcu za to i za to”, ściąga książki w pdf’ach, do których pewnie nawet nie zagląda. Przegrał 2 kapitały startowe, wpłacił własne pieniądze i na dzień dzisiejszy oscyluje w okolicach zera. Czy jest ratunek dla takiego delikwenta? Tak – bardzo ciężka praca i odpowiedzialność za własne czyny. Często szuka konsultacji w najdrobniejszych szczegółach samemu nie potrafiąc podjąć decyzji – czy może grać na NL2 czy już NL5. Czy grać na tej czy innej platformie. Czy zrobić to czy tamto. Pokerzysta to przede wszystkim człowiek czynu, potem słowa.

Przypadek C. – jego kariera była tyle burzliwa co krótka. Bystry, ale niezdyscyplinowany umysł pragnący szybkiego bogactwa zaprowadził go od razu na NL25, gdzie po 2 tygodniach uprawiania błogiego hazardu w końcu nieubłagana statystyka wyzerowała jego konto. Chciwość i brak cierpliwości oraz szacunku do matematyki go zwiodły – swojego czasu miał nawet teorię, że należy grać co drugi dzień, żeby wygrywać więcej, ponieważ jak się jednego dnia wygra, to następnego przychodzi downswing, który wszystko zabierze. Grając co drugi dzień unikamy downswingu i pławimy się w luksusach.

Przypadek D. – to gracz, który mógłby być bardzo dobry, tylko chyba nie zależy mu na rozwoju. Jego główne pole pokerowe to freerolle, w których ma już naprawdę niezłe wyniki – regularnie w kasie – tylko jaka to kasa, kiedy użeramy się z bandą idiotów w darmowym turnieju dla paru dolarów/euro na sam koniec? Z takim bagażem doświadczeń i odrobiną teorii mógłby spokojnie uprawiać okazjonalny MTT ze znacznie większymi wygranymi i ogromnymi perspektywami na rozwój i samodoskonalenie. Zamiast tego wieczorne zgarnianie groszy – mam nadzieję, że się to zmieni, potencjał jest duży!

Przypadek E. – świetne wyniki z samego początku, w ciągu 2 tygodni podwoił kapitał startowy, a grał naprawdę mało. Niestety pasja do innej dziedziny zabrała jego czas wolny i ogranicza się tylko do asekuracyjnych freerolli. Fakt, że jest wybitnym umysłem i świetnym programistą sprawia, że potrafi chłodno kalkulować przy stole swoje szanse i nigdy nie angażować się emocjonalnie. Na razie grał za mało by docenić rolę psychologii w pokerze i jego oręż ogranicza się do matematyki. W takim razie co z nim jest nie tak? Ano to, że nie ma ochoty być bogaty – tzn. pewnie ma, ale ta potrzeba nie jest tak silna, żeby poświęcić programowanie na rzecz pokera. Mam nadzieję, że jakimś sposobem wróci jeszcze na zielone pole i pokaże na co go stać – nie znam nikogo innego, kto miałby tak dobre predyspozycje do zostania profesjonalistą.

Jak widzicie w początkowej fazie rozwoju nowego pokerzysty mogą wystąpić różne komplikacje. Jedni mają problemy z matematyką, część z silną wolą, a jeszcze inni nie potrafią się zmusić do bardzo ciężkiej pracy jaką trzeba włożyć na początku we własną edukację. Każdy człowiek ma swoje wady i niedoskonałości - to właśnie dzięki pokerowi mamy szansę okiełznać nasze najsłabsze strony nie tylko przy zielonym stole, ale także w życiu codziennym.

wtorek, 28 lipca 2009

Long, long nights

Wczorajszej nocy bodźce dochodzące do uszu skłoniły mnie do refleksji - otwarte okno, śpiące miasto nieśmiało budzone ćwierkającymi ptakami. Godzina 4:38 - słyszę pierwszy autobus, który przejeżdża ulicę obok. Wciąż gram i kątem oka zauważam za oknem coraz jaśniejszy nieboskłon. Kiedy już skończyłem sesję i szykowałem się do spania w okolicach 5:40 zaczynał się ruch na drogach. Następne autobusy, samochody osobowe wiozące swoich właścicieli do pracy, dostawcze pełne pieczywa, świeżych warzyw i prasy. Niemal czułem na sobie opary ropy wydobywającej sie z ich dieslowskich silników - zapachu, którego tak serdecznie nienawidzę. Kiedy już po wypiciu szklanki wody złożyłem się do łóżka ogarnęło mnie poczucie szczęścia, ponieważ nie muszę być częścią całego tego harmidru i dziennej gonitwy po miejskiej dżungli. Doceniłem to, że mogę żyć swoim rytmem i sam decyduję o tym co robić ze swoim czasem - poczułem wtedy bardzo wyraźnie, że poker pozwala mi być człowiekiem niezależnym - niezależnym od mojego pracodawcy, niezależnym od pory dnia i nocy i niezależnym finansowo, bo w tę jedną noc zarobiłem tyle, co sporo ludzi przez cały miesiąc gdzieś w supermarketach - 322$, czyli ~950 zł. To poczucie niezależności i wszechogarniającej swobody pociąga mnie bardziej niż pieniądze jakie zarabiam na pokerze. Ten nieskażony przez korporacyjne macki i wartości pełne prymitywnego konsumpcjonizmu styl życia jest tak kuszący, że mam ochotę w nim zostać ... i już nigdy nie wracać do "normalnej pracy" o "normalnych godzinach" i prowadzenia "normalnego życia" otoczony przez tak... "normalnych ludzi".



wtorek, 14 lipca 2009

Dlaczego ja?

W poprzednim artykule starałem się sklasyfikować graczy pokerowych i wskazać ich cechy charakterystyczne. Jako, że w przeciągu sześciu miesięcy udało mi się ze startowych 50$ zrobić ponad 2800$, można powiedzieć, że jestem graczem wygrywającym – poniżej postaram się odpowiedzieć na pytanie, dlaczego nim jestem.

Ciężko mi określić, kiedy stałem się osobą czerpiącą przyjemność ze współzawodnictwa. W okresie szkoły podstawowej zawsze zależało mi na jak najlepszych wynikach w sporcie, dobrze sobie radziłem w biegach na 60/100m i skoku w dal. W liceum moja chęć rywalizacji przybrała bardziej konkretne kształty i poświęciłem się wtedy intensywnym treningom ju-jitsu. Pomimo tego, że nie marzyła mi się kariera zawodnika jeżdżącego na turnieje, to starałem się cały czas polepszać swoją technikę i uczyć się nowych rzeczy. Dziedzinie tej poświęciłem trzy lata swojego życia i wraz ze zbliżającą się maturą porzuciłem JJ (teraz ten skrót kojarzy mi się jedynie z parą waletów :)). Na studiach trochę się zaniedbałem jeśli o sport chodzi – pozostało tylko okazjonalne jeżdżenie na rowerze, ale było to bardzo mało w porównaniu do liceum, gdzie potrafiłem robić parę tysięcy kilometrów na sezon. W szkole średniej zajmowałem się także inną formą rywalizacji, którą rozwinąłem u siebie dopiero na studiach, kiedy klasyczny sport poszedł w odstawkę – był nią Quake, a konkretniej część trzecia.

To właśnie w Q3 upatruje swojego dziedzictwa, które pomogło mi odpowiednio nastawić się do pokera. Pomimo tego, że nigdy nie osiągnąłem ani nie otarłem się o poziom PRO, który zarezerwowany był dla kilku mieszkańców naszej planety, to miałem kilka podniosłych chwil zarówno na poletku polskim jak i międzynarodowym. W momencie, kiedy zabrałem się za pokera miałem 7-letnie doświadczenie związane z tą wspaniałą strzelanką, które pozwoliło mi odpowiednio podejść do nowego wyzwania.

W naszym zinformatyzowanym świecie krąży przysłowie, że najcenniejsza jest informacja. W moim przypadku była to wiedza, którą posiadałem, czyli szereg faktów, z których zdawałem sobie sprawę.

Najważniejszym elementem jest świadomość własnej wartości. Z początku, kiedy raczkujemy na nowym terenie, powinniśmy być pełni pokory i pedantycznie dopatrywać się błędów we własnych postępowaniach. W przypadku quake’a powinno to być np. małe ogranie, bardziej doświadczeni przeciwnicy, którzy rozegrali tysiące pojedynków na mapie, którą ledwo poznaliśmy. W pokerze objawiać się to powinno bezustanną krytyką rozegranych przez siebie rąk, miast ignoranckiego zwalania winy na bad beaty, głupich przeciwników czy absurdalnych zarzutów w postaci riggowanego oprogramowania mającego wspierać słabych graczy w krytycznych momentach.

Tak, jak poker, quake jest grą bardzo skillową. Jest w nim bardzo mało miejsca na zrządzenie losu czy przypadek, dlatego też istnieje ogromna wręcz przepaść pomiędzy graczem pogrywającym okazjonalnie z kolegami na imprezach czy po LANie, a zawodnikiem regularnie grającym w klanie i występującym w różnego rodzaju ligach. Początkujący quaker i pokerzysta powinni zdawać sobie sprawę, że wkraczają na nowe terytorium, gdzie niektórzy zjedli zęby przez ostatnich parę lat, mają w małym palcu zagrania i techniki, które my odkryjemy i będziemy w stanie skutecznie stosować za rok czy dwa. Widzą rzeczy, które nam umykają, stosują zagrania pozornie bezsensowne czy nieistotne, które może zrozumiemy, kiedy zajdziemy tam gdzie oni.

Jeśli naprawdę jesteśmy świadomi własnej wartości i znamy swoje miejsce w hierarchii, to jednocześnie musimy czynić postępy – no bo jak inaczej będziemy w stanie wskazać siebie w łańcuchu pokarmowym zaczynającego się na noobach/donkach kończącego się na prosach/sharkach? Żeby odnaleźć się w tych światach, musimy trenować i dbać o podnoszenie poziomu własnych umiejętności. A kluczowym i według mnie najważniejszym elementem, który w wielu dziedzinach życia odróżnia ludzi zwykłych od wyjątkowych, jest wiedza, jak stawać się lepszym.

Zawodowy piłkarz czy lekkoatleta posiada szereg specjalistów, którzy o niego dbają – dietetyka, psychologa sportowego, prawnika, czy menadżera odpowiedzialnego za kontakt z mediami. Zawodowy gamer czy pokerzysta nie mają szans na takie wsparcie i konsultacje. Sami sobie są dietetykami, ustalają ilość godzin poświęcanych na treningi czy edukacje, sami sobie wybierają pomocną literaturę do studiowania, sami muszą uznać jak wiele czasu poświęcić na oglądanie powtórek z najważniejszych wydarzeń. Kiedy przychodzą chwile zwątpienia spowodowane słabymi występami w turniejach nie mogą liczyć na poradę fachowca, który wie jak szybko wyciągnąć zawodnika z dołka i odpowiednio go zmotywować. Mnogość decyzji do podjęcia potrafi ostudzić zapał niejednego entuzjasty zafascynowanego nową dziedziną współzawodnictwa, w której chciałby spróbować swoich sił.

Problemem ludzi chcących osiągnąć sukces jest fakt, że same chęci nie wystarczą – z czego ci nie zdają sobie sprawy. Pogrążeni w błogich marzeniach o zarabianiu dużych pieniędzy wciąż mają w planach polepszanie swoich umiejętności, kupują sobie na zapas stos książek, które potem zalegają kurzem na półkach. Cały czas stoją w miejscu snując nierealne plany, które nigdy nie zostaną zrealizowane. Trochę bardziej aktywna grupa będzie wierzyć, że poświęcając dużo czasu na samą grę dojdzie w końcu do perfekcji – to też nie jest prawda. Należy zdawać sobie sprawę, że samo granie to za mało – musimy postawić sobie jasne cele, które nami kierują oraz wybrać odpowiednie środowisko, które zamieni naszą grę w trening. Inaczej się gra na serwerze publicznym, gdzie strzela do siebie przypadkowa zbieranina o wysokiej amplitudzie skilla, a inaczej się gra klanówkę czy mecz ligowy używając do tego komunikacji głosowej, mając przydzielone pozycje na mapie i będąc świadomym, że dajemy z siebie wszystko i gramy dla zwycięstwa teamu, a nie polerowania własnym statystyk i podnoszenia ego. Żeby dobrze trenować musimy zdawać sobie sprawę z własnych słabości, niedociągnięć w naszej grze i za wszelką cenę wyeliminować słabe punkty. Nie możemy się bać gry z lepszymi przeciwnikami w quake’u tak samo, jak nie możemy się bać coraz wyższych limitów na stołach pokerowych. Takie podejście wymaga sporego bagażu doświadczeń i bardzo ciężkiej pracy, a nade wszystko głębokiego przekonania o słuszności naszego postępowania – bo jeśli sami w siebie nie wierzymy, to kto w nas uwierzy?

Tego właśnie nauczył mnie quake – dopiero po pięciu latach zdałem sobie sprawę, jak działać, by stawać się lepszym i że trzeba to robić sprawnie oraz szybko – ponieważ największym wrogiem w życiu człowieka jest MARNOTRAWSTWO. Marnotrawstwo czasu poświęconego na bzdury (czyli np. granie na play money w pokera albo bezustanną grę ze słabszymi przeciwnikami w quake’a nie przynoszącą żadnych korzyści), marnotrawstwo pieniędzy z powodu braku wiedzy czy też braku wyobraźni, marnotrawstwo całych lat na pracę, której nienawidzimy, a boimy się z niej zrezygnować.

Świadomość, która przyszła wraz z doświadczeniami opisanymi powyżej pozwoliła mi w przeciągu sześciu miesięcy obrócić 50$ w ponad 2800$ i czerpać godziwe zyski oraz satysfakcję ze stawania się coraz lepszym graczem. Droga ta bardzo mi odpowiada i zamierzam nią kroczyć tak długo, jak poker będzie mi sprawiał przyjemność i dawał poczucie niezależności. Tradycyjne zachęcam do komentowania oraz proponowania tematów godnych poruszenia na następne artykuły.

niedziela, 21 czerwca 2009

Skąd pochodzę i dokąd zmierzam?

Powyższe pytanie zadawało już sobie wielu filozofów i z pewnością nie jeden z nas. Należy je sobie także postawić grając w pokera i zastanawiając się, dokąd to wszystko prowadzi.

Graczy pokerowych możemy podzielić na trzy główne kategorie. Aby ułatwić zrozumienie podziału spróbuję się odwołać do piłki nożnej. Każdy z nas w latach szkolnych grał na WF, niektórzy może grali na osiedlowym boisku. Przyglądając się bywalcom boisk możemy od razu zobaczyć różnice w nastawieniu poszczególnych graczy – jedni przyszli się rozerwać i trochę poruszać, żeby nie spędzić całego dnia przed telewizorem. Inni po prostu chcą grać w piłkę, robią to częściej i grają lepiej od poprzedników. Są też tacy, którzy lubią współzawodnictwo, a piłka nożna jest doskonałym sposobem na samorealizację – starają się grać regularnie i utrzymywać satysfakcjonujący ich poziom umiejętności. Znajdzie się też garstka piłkarzy chcących zostać zawodowcami – każda okazja do treningu jest dla nich dobra i zależy im na tym, by z osiedlowych boisk przenieść się jak najszybciej na stadionowe.

W pokerze występują podobne zależności. Większość graczy przebywających na internetowych poker roomach to ludzie mający stałą pracę, zajmujący się masą innych rzeczy. Traktują pokera jak niedzielne wyjście z kolegami na boisko trochę pokopać w piłkę i poruszać się - dla relaksu, rozrywki czy odrobiny urozmaicenia popołudnia. Myśl przewodnia towarzysząca takim osobom w trakcie rozgrywki to "po prostu chcę pograć, fajnie się bawić i miło spędzić czas" – w okazjonalnym pogrywaniu nie ma miejsca na trening, realizację taktyki, czy rozwój. Tak jak na boisku tak i na wirtualnych stolikach przepaść między nimi a graczami regularnie zajmującymi się tą dziedziną będzie horrendalna - no bo jak możemy być lepsi od piłkarza, który biega od nas szybciej, jest bardziej wytrzymały, lepiej drybluje, trenuje 3 razy w tygodniu i na dodatek jest na sportowej diecie?

O ile w przypadku piłki nożnej nie jesteśmy narażani na większe niebezpieczeństwa niż kontuzje, tak w pokerze rozchodzi się o pieniądze – i niedzielni gracze siłą rzeczy będą tymi, którzy je rozdają. W zależności od zasobności portfela niedzielnego gracza i jego oczekiwań względem emocji związanych z obstawianiem prawdziwych pieniędzy, delikwent wybierze odpowiednie stawki na jakich chciałby grać. Jeśli będą to blindy rzędu 0.01/0.02$ - 0.05/0.10$ to istnieje możliwość, że nawet brak umiejętności nie przyniesie strat – gdyż na takich limitach zazwyczaj rzadko kto prezentuje przyzwoity poziom i wykazuje głębsze zrozumienie gry. Niebezpiecznie zaczyna się robić na średnich i wyższych stawkach – przy blindach rzędu 2/4$ czy 3/6$ spotkamy już przy stolikach w większości ogarniętych graczy, którzy zdają sobie sprawę co robią z pieniędzmi – i jeśli nie posiadamy należytego doświadczenia, zabezpieczenia finansowego oraz planu działania przy rozgrywaniu rąk to bardzo szybko pozbędziemy się wszystkich pieniędzy.

Na nieszczęście niedzielnych graczy, traktują oni pokera jak hobby – a w rozumieniu tego słowa zawiera się gdzieś myśl informująca nas o tym, że KAŻDE hobby wymaga nakładów finansowych – kolekcjonowanie czegokolwiek wymaga wydatków, sport wymaga zakupu odpowiedniego wyposażenia, pójście do kina wymaga kupienia biletu. Tym sposobem niedzielni gracze godzą się z faktem, że poker to po prostu hobby tak jak każde inne – zapewnia rozrywkę, za którą trzeba płacić.

Następną grupą są gracze, których nazwę „wanna-be”. Pod tym angielskim neologizmem kryje się gracz zafascynowany pokerem. Prawdopodobnie widział w telewizji sporo turniejów, gdzie odpadnięcie nawet z 20-30 miejsca nagradzane jest dziesiątkami tysięcy dolarów, a zwycięzca zgarnia minimum milion. Kamery, komentatorzy zachwycający się wyrachowaną i błyskotliwą grą finalistów, ekskluzywne hotele i piękne kobiety wręczające walizki pieniędzy to z pewnością kusząc wizja dla wielu ludzi. Zachłyśnięci pozornie łatwym sposobem na zdobycie fortuny i sławy postanawiają zostać zawodowcami z dnia na dzień. Wpłacają zazwyczaj sporą sumę pieniędzy na konto pokerowe i zaczynają grać na wysokich limitach lub w turniejach z bardzo dużym wpisowym. Ich wachlarz zagrań ogranicza się do tego, co zobaczli na stolikach finałowych w telewizji. Ich gra jest bardzo daleka od optymalnej i zyskownej, ponieważ w przypadku Final Table na sporych zawodach Ante oraz Blindy są bardzo wysokie przez co wymuszają na graczach poluźnienie swojej gry oraz rozgrywanie marginalnych rąk – zwłaszcza, kiedy przy stole zostaje tylko 4-5 osób. Analogię można tutaj znaleźć również w piłce nożnej – entuzjasta oglądając szlagierowy mecz Ligi Mistrzów postanawia zostać zawodowym piłkarzem z dnia na dzień. Nie mając pojęcia o sporcie w euforji kupuje sobie najdroższe obuwie i odzież do gry, markową piłkę i jest przekonany o tym, że zostanie świetnym graczem – przecież widział, jak robią to w telewizji! Przypadków takich znajdziemy mnóstwo na pokerowych stołach – niestety działania entuzjastów łatwych pieniędzy będą studzone przez tzw. regularsów (czyli przeciwników, którzy od dłuższego czasu grają niezmiennie na jednym limicie i wychodzą na plus). Gracze tej kategorii są absolutnie pozbawieni samokrytyki, a jakiekolwiek uwagi na temat jakości ich gry będą kończyć się włączaniem mechanizmu urażonej dumy. Niech ten screen uzmysłowi Wam jak wielką siłę mają ci ludzie w swoich dążeniach i niestrudzenie tracą ogromne ilości pieniędzy.

Trzecią i najmniej liczną grupą są tzw. gracze wygrywający. Większość z nich zaczynała na mikrostawkach z kapitałem rzędu 5-50$ bądź nawet od grania freerolli (turnieje z zerowym wpisowym i niewielkimi wygranymi). Gracze ci sukcesywnie pokonują kolejne limity, a ich główną bronią jest doświadczenie i chęć rozwoju. Odpowiednie zarządzanie kapitałem uodparnia ich na bankructwo z powodu bad beatów (więcej na ten temat tutaj). Dzięki temu, że nie rzucają się z motyką na słońce (byłoby to np. wejście na NL200 z zerowym doświadczeniem na niższych limitach przy kapitale rzędu 800$) mogą regularnie wygrywać na swoich stawkach – z początku są to niewielkie pieniądze rzędu kilku dolarów, ale budując swój bankroll i rozgrywając coraz większą ilość rąk stają się lepsi. Umiejętności oraz odpowiednio wysoki kapitał pozwalają przeskoczyć na wyższy limit, gdzie poziom jest tylko minimalnie wyższy – po krótkiej aklimatyzacji mogą ogrywać tamtejszych bywalców i jednocześnie zdobywać doświadczenie potrzebne na wyższe limity. Tym sposobem odpowiednio rozgarnięty i mający motywację do nauki gracz jest w stanie od zera zbudować bankroll rzędu kilkudziesięciu czy setek tysięcy dolarów. Tak właśnie zaczynał najsławniejszy Polski pokerzysta, Marcin Horecki – tutaj link do jego profilu na Pokerstars (polecam obejrzeć krótki film pod listą zwycięstw).
Istnieje pewien krytyczny moment, w którym następuje podział tego rodzaju graczy na dwie kategorie.

Pierwsza z nich to ludzie mający profity z pokera mogące ich utrzymywać na przyzwoitym poziomie. Wtedy stają się tzw. grinderami/regularsami i na stałe zajmują się grą na wybranym limicie (np. na stawkach 2/4$ czy 3/6$). Odrobili już swoje lekcje, są kompetenti na tyle, żeby wygrywać na swoich stawkach i poker staje się dla nich po prostu pracą.

Drugą kategorią są ludzi pragnący bezustannie iść do przodu. To właśnie tutaj jest miejsce dla największych sław grających o najwyższe wygrane. Silna chęć współzawodnictwa, pewność własnych umiejętnośc i marzenia motywują tych graczy do zostania gwiazdami pokera, które potem zdobywają po 6 tytułów mistrzowskich z rzędu, a ich twarz promowane są na każdym kroku. Droga na szczyt to ogromne wyzwanie i bardzo ciężka praca, wiele chwil zwątpienia i nerwy wystawione na ciężką próbę, o czym niewielu zdaje sobie sprawę.

Mam nadzieję, że powyższy tekst pomógł odpowiedzieć początkującym pokerzystom do jakiej grupy mogą należeć - czyli skąd pochodzą. A dokąd zmierzamy? To już tylko i wyłącznie nasz wybór.

sobota, 30 maja 2009

Czy poker jest grą hazardową?

Witam w pierwszym artykule na blogu. Postaram się w nim odpowiedzieć na na pytanie zawarte w tytule. Myślę, że poniższy tekst pozwoli niewtajemniczonym wyrobić sobie słuszną opinię na temat tej interesującej gry.

Słowo „hazard” w języku polskim posiada dwie definicje:
1. „gry lub zakłady, w których stawką są pieniądze”
2. „ryzykowne przedsięwzięcie, którego wynik zależy od przypadku”

Jak widać, poker bezsprzecznie pasuje do punktu pierwszego jako gra hazardowa. Tak samo, jak zakłady Totalizatora Sportowego, czyli Duży Lotek, Multi Lotek itp. Wedle tej definicji każdy Polak, który kiedykolwiek kupił zakład w kolekturze, jest hazardzistą.

Druga definicja nie jest już tak jednoznaczna ze względu na temin „ryzykownego przedsięwzięcia”. Ryzyko może być mniejsze lub większe – np. zastawiając cały posiadany majątek i kupując zakłady Dużego Lotka za pół miliona złotych w nadzieji na wygraną stajemy się hazardzistami. Wiążą się z tym poważne konsekwencje w razie przegranej i nie mamy żadnego wpływu na wylosowane liczby - wynik zależy od przypadku. Jeśli zawrzemy pięć zakładów i wydamy na kupon 10 zł, co nie ma wpływu na kondycję naszego budżetu – nie jest to zbytnio ryzykowane.

Na powyższym przykładzie z Dużym Lotkiem postaram się przedstawić ideę tzw. Bankroll Managamentu (w skrócie BRM). Wiąże się on bezpośrednio z zarządzaniem kapitałem w pokerze, którego umiejętne stosowanie sprawia, że wyniki nie zależą od przypadku.

Najlepszą ręką startową w No Limit Hold’em są dwa asy (w skrócie AA). Przeciwko jednemu przeciwnikowi posiadającemu dowolne karty mamy 80% szans na zwycięstwo. Dlatego też posiadając AA zależy nam, żeby jak najszybciej najwięcej pieniędzy znalazło się w puli, ponieważ w 4/5 przypadków cała pula trafi do nas. AA jednak nie jest niezwyciężone i raz na pięć rozdań przeciwnikowi uda się ułożyć lepszy układ z kart wspólnych jakie znajdą się na stole.

Wyobraźmy sobie następującą sytuację – chcemy zacząć grać w pokera i postanowiliśmy przeznaczyć na ten cel 1000$. Wchodzimy na stół z ciemnymi 5/10$ wnosząc cały kapitał. Pierwsza karta jaką dostajemy to AA. Przeciwnik przed nami podbija do 30$ – wiedząc, że mamy najlepszą rękę przebijamy go 3-krotnie do 90$. W odpowiedni dostajemy kolejne przebicie, tym razem do 250$. Maluje nam się uśmiech na twarzy – zaraz podwoimy swój kapitał i będziemy mieć 2000$. Wchodzimy all-in wykładając wszystkie pieniądze na stół. Przeciwnik sprawdza i pokazuje dwa króle (KK). Na flopie pokazują się karty: 2 5 J. Na turnie przychodzi K, który ulepsza parę króli przeciwnika do trójki. Na river widzimy nic nie znaczącą 9 – straciliśmy w ciągu 5 minut wszystkie pieniądze.

A teraz wyobraźmy sobie, że z tą samą kwotą 1000$ wchodzimy na stoły z 50$, gdzie ciemne wynoszą 0.25/0.5$. Przypadków opisanych wyżej, w których możemy wejść all-in z AA mamy 20. Właśnie ta liczba jest optymalną wielkością buy-inów (buy-in to ilość pieniędzy z jakimi wchodzimy na stół), która pozwoli nas ustrzec przed utratą wszystkich pieniędzy na skutek niefortunnych przebiegów rozdań. Wchodząc 20 razy all-in z asami wygramy statystycznie 16 razy i przegramy 4. czyli z naszego 1000$ zrobimy 16x50x2 – 4x50 = 1600 – 200 = 1400$.

Dlatego też poprawne stosowanie BRM sprawia, że poker nie jest grą hazardową wedle drugiej definicji – ryzyko przedsięwzięcia jest niwelowane przez nieugięte zasady statystyki, które pozwalają nam zarabiać.

Wielu początkujących pokerzystów mówi – „matematyka matematyką, ale tak naprawdę w jednym konkretnym rozdaniu liczy się fart!”. Czy jest to prawda? I tak i nie. Szczęście jest nieodłącznym elementem pokera i ma wpływ na wynik rozdania – ale niewielki. Największy wpływ na zwycięstwo mają umiejętności, ocena sytuacji i przeciwnika – i to one będą decydowały na dłuższą metę o stanie naszego konta. Portal newscientist.com w oparciu o bazę danych z internetowych pokerroomów stwierdził, że o wyniku rozdań w 76% przypadków decydują umiejętności graczy, a w 24% przypadków działa szczęscie. Link do polskiego newsa na ten temat tutaj.

Mam nadzieję, że tekst rozwiał wasze wątpliwości, albo nawet zrewidował poglądy na temat pokera - zachęcam do krytyki i komentarzy!