Wczorajszej nocy bodźce dochodzące do uszu skłoniły mnie do refleksji - otwarte okno, śpiące miasto nieśmiało budzone ćwierkającymi ptakami. Godzina 4:38 - słyszę pierwszy autobus, który przejeżdża ulicę obok. Wciąż gram i kątem oka zauważam za oknem coraz jaśniejszy nieboskłon. Kiedy już skończyłem sesję i szykowałem się do spania w okolicach 5:40 zaczynał się ruch na drogach. Następne autobusy, samochody osobowe wiozące swoich właścicieli do pracy, dostawcze pełne pieczywa, świeżych warzyw i prasy. Niemal czułem na sobie opary ropy wydobywającej sie z ich dieslowskich silników - zapachu, którego tak serdecznie nienawidzę. Kiedy już po wypiciu szklanki wody złożyłem się do łóżka ogarnęło mnie poczucie szczęścia, ponieważ nie muszę być częścią całego tego harmidru i dziennej gonitwy po miejskiej dżungli. Doceniłem to, że mogę żyć swoim rytmem i sam decyduję o tym co robić ze swoim czasem - poczułem wtedy bardzo wyraźnie, że poker pozwala mi być człowiekiem niezależnym - niezależnym od mojego pracodawcy, niezależnym od pory dnia i nocy i niezależnym finansowo, bo w tę jedną noc zarobiłem tyle, co sporo ludzi przez cały miesiąc gdzieś w supermarketach - 322$, czyli ~950 zł. To poczucie niezależności i wszechogarniającej swobody pociąga mnie bardziej niż pieniądze jakie zarabiam na pokerze. Ten nieskażony przez korporacyjne macki i wartości pełne prymitywnego konsumpcjonizmu styl życia jest tak kuszący, że mam ochotę w nim zostać ... i już nigdy nie wracać do "normalnej pracy" o "normalnych godzinach" i prowadzenia "normalnego życia" otoczony przez tak... "normalnych ludzi".
wtorek, 28 lipca 2009
wtorek, 14 lipca 2009
Dlaczego ja?
W poprzednim artykule starałem się sklasyfikować graczy pokerowych i wskazać ich cechy charakterystyczne. Jako, że w przeciągu sześciu miesięcy udało mi się ze startowych 50$ zrobić ponad 2800$, można powiedzieć, że jestem graczem wygrywającym – poniżej postaram się odpowiedzieć na pytanie, dlaczego nim jestem.
Ciężko mi określić, kiedy stałem się osobą czerpiącą przyjemność ze współzawodnictwa. W okresie szkoły podstawowej zawsze zależało mi na jak najlepszych wynikach w sporcie, dobrze sobie radziłem w biegach na 60/100m i skoku w dal. W liceum moja chęć rywalizacji przybrała bardziej konkretne kształty i poświęciłem się wtedy intensywnym treningom ju-jitsu. Pomimo tego, że nie marzyła mi się kariera zawodnika jeżdżącego na turnieje, to starałem się cały czas polepszać swoją technikę i uczyć się nowych rzeczy. Dziedzinie tej poświęciłem trzy lata swojego życia i wraz ze zbliżającą się maturą porzuciłem JJ (teraz ten skrót kojarzy mi się jedynie z parą waletów :)). Na studiach trochę się zaniedbałem jeśli o sport chodzi – pozostało tylko okazjonalne jeżdżenie na rowerze, ale było to bardzo mało w porównaniu do liceum, gdzie potrafiłem robić parę tysięcy kilometrów na sezon. W szkole średniej zajmowałem się także inną formą rywalizacji, którą rozwinąłem u siebie dopiero na studiach, kiedy klasyczny sport poszedł w odstawkę – był nią Quake, a konkretniej część trzecia.
To właśnie w Q3 upatruje swojego dziedzictwa, które pomogło mi odpowiednio nastawić się do pokera. Pomimo tego, że nigdy nie osiągnąłem ani nie otarłem się o poziom PRO, który zarezerwowany był dla kilku mieszkańców naszej planety, to miałem kilka podniosłych chwil zarówno na poletku polskim jak i międzynarodowym. W momencie, kiedy zabrałem się za pokera miałem 7-letnie doświadczenie związane z tą wspaniałą strzelanką, które pozwoliło mi odpowiednio podejść do nowego wyzwania.
W naszym zinformatyzowanym świecie krąży przysłowie, że najcenniejsza jest informacja. W moim przypadku była to wiedza, którą posiadałem, czyli szereg faktów, z których zdawałem sobie sprawę.
Najważniejszym elementem jest świadomość własnej wartości. Z początku, kiedy raczkujemy na nowym terenie, powinniśmy być pełni pokory i pedantycznie dopatrywać się błędów we własnych postępowaniach. W przypadku quake’a powinno to być np. małe ogranie, bardziej doświadczeni przeciwnicy, którzy rozegrali tysiące pojedynków na mapie, którą ledwo poznaliśmy. W pokerze objawiać się to powinno bezustanną krytyką rozegranych przez siebie rąk, miast ignoranckiego zwalania winy na bad beaty, głupich przeciwników czy absurdalnych zarzutów w postaci riggowanego oprogramowania mającego wspierać słabych graczy w krytycznych momentach.
Tak, jak poker, quake jest grą bardzo skillową. Jest w nim bardzo mało miejsca na zrządzenie losu czy przypadek, dlatego też istnieje ogromna wręcz przepaść pomiędzy graczem pogrywającym okazjonalnie z kolegami na imprezach czy po LANie, a zawodnikiem regularnie grającym w klanie i występującym w różnego rodzaju ligach. Początkujący quaker i pokerzysta powinni zdawać sobie sprawę, że wkraczają na nowe terytorium, gdzie niektórzy zjedli zęby przez ostatnich parę lat, mają w małym palcu zagrania i techniki, które my odkryjemy i będziemy w stanie skutecznie stosować za rok czy dwa. Widzą rzeczy, które nam umykają, stosują zagrania pozornie bezsensowne czy nieistotne, które może zrozumiemy, kiedy zajdziemy tam gdzie oni.
Jeśli naprawdę jesteśmy świadomi własnej wartości i znamy swoje miejsce w hierarchii, to jednocześnie musimy czynić postępy – no bo jak inaczej będziemy w stanie wskazać siebie w łańcuchu pokarmowym zaczynającego się na noobach/donkach kończącego się na prosach/sharkach? Żeby odnaleźć się w tych światach, musimy trenować i dbać o podnoszenie poziomu własnych umiejętności. A kluczowym i według mnie najważniejszym elementem, który w wielu dziedzinach życia odróżnia ludzi zwykłych od wyjątkowych, jest wiedza, jak stawać się lepszym.
Zawodowy piłkarz czy lekkoatleta posiada szereg specjalistów, którzy o niego dbają – dietetyka, psychologa sportowego, prawnika, czy menadżera odpowiedzialnego za kontakt z mediami. Zawodowy gamer czy pokerzysta nie mają szans na takie wsparcie i konsultacje. Sami sobie są dietetykami, ustalają ilość godzin poświęcanych na treningi czy edukacje, sami sobie wybierają pomocną literaturę do studiowania, sami muszą uznać jak wiele czasu poświęcić na oglądanie powtórek z najważniejszych wydarzeń. Kiedy przychodzą chwile zwątpienia spowodowane słabymi występami w turniejach nie mogą liczyć na poradę fachowca, który wie jak szybko wyciągnąć zawodnika z dołka i odpowiednio go zmotywować. Mnogość decyzji do podjęcia potrafi ostudzić zapał niejednego entuzjasty zafascynowanego nową dziedziną współzawodnictwa, w której chciałby spróbować swoich sił.
Problemem ludzi chcących osiągnąć sukces jest fakt, że same chęci nie wystarczą – z czego ci nie zdają sobie sprawy. Pogrążeni w błogich marzeniach o zarabianiu dużych pieniędzy wciąż mają w planach polepszanie swoich umiejętności, kupują sobie na zapas stos książek, które potem zalegają kurzem na półkach. Cały czas stoją w miejscu snując nierealne plany, które nigdy nie zostaną zrealizowane. Trochę bardziej aktywna grupa będzie wierzyć, że poświęcając dużo czasu na samą grę dojdzie w końcu do perfekcji – to też nie jest prawda. Należy zdawać sobie sprawę, że samo granie to za mało – musimy postawić sobie jasne cele, które nami kierują oraz wybrać odpowiednie środowisko, które zamieni naszą grę w trening. Inaczej się gra na serwerze publicznym, gdzie strzela do siebie przypadkowa zbieranina o wysokiej amplitudzie skilla, a inaczej się gra klanówkę czy mecz ligowy używając do tego komunikacji głosowej, mając przydzielone pozycje na mapie i będąc świadomym, że dajemy z siebie wszystko i gramy dla zwycięstwa teamu, a nie polerowania własnym statystyk i podnoszenia ego. Żeby dobrze trenować musimy zdawać sobie sprawę z własnych słabości, niedociągnięć w naszej grze i za wszelką cenę wyeliminować słabe punkty. Nie możemy się bać gry z lepszymi przeciwnikami w quake’u tak samo, jak nie możemy się bać coraz wyższych limitów na stołach pokerowych. Takie podejście wymaga sporego bagażu doświadczeń i bardzo ciężkiej pracy, a nade wszystko głębokiego przekonania o słuszności naszego postępowania – bo jeśli sami w siebie nie wierzymy, to kto w nas uwierzy?
Tego właśnie nauczył mnie quake – dopiero po pięciu latach zdałem sobie sprawę, jak działać, by stawać się lepszym i że trzeba to robić sprawnie oraz szybko – ponieważ największym wrogiem w życiu człowieka jest MARNOTRAWSTWO. Marnotrawstwo czasu poświęconego na bzdury (czyli np. granie na play money w pokera albo bezustanną grę ze słabszymi przeciwnikami w quake’a nie przynoszącą żadnych korzyści), marnotrawstwo pieniędzy z powodu braku wiedzy czy też braku wyobraźni, marnotrawstwo całych lat na pracę, której nienawidzimy, a boimy się z niej zrezygnować.
Świadomość, która przyszła wraz z doświadczeniami opisanymi powyżej pozwoliła mi w przeciągu sześciu miesięcy obrócić 50$ w ponad 2800$ i czerpać godziwe zyski oraz satysfakcję ze stawania się coraz lepszym graczem. Droga ta bardzo mi odpowiada i zamierzam nią kroczyć tak długo, jak poker będzie mi sprawiał przyjemność i dawał poczucie niezależności. Tradycyjne zachęcam do komentowania oraz proponowania tematów godnych poruszenia na następne artykuły.
Ciężko mi określić, kiedy stałem się osobą czerpiącą przyjemność ze współzawodnictwa. W okresie szkoły podstawowej zawsze zależało mi na jak najlepszych wynikach w sporcie, dobrze sobie radziłem w biegach na 60/100m i skoku w dal. W liceum moja chęć rywalizacji przybrała bardziej konkretne kształty i poświęciłem się wtedy intensywnym treningom ju-jitsu. Pomimo tego, że nie marzyła mi się kariera zawodnika jeżdżącego na turnieje, to starałem się cały czas polepszać swoją technikę i uczyć się nowych rzeczy. Dziedzinie tej poświęciłem trzy lata swojego życia i wraz ze zbliżającą się maturą porzuciłem JJ (teraz ten skrót kojarzy mi się jedynie z parą waletów :)). Na studiach trochę się zaniedbałem jeśli o sport chodzi – pozostało tylko okazjonalne jeżdżenie na rowerze, ale było to bardzo mało w porównaniu do liceum, gdzie potrafiłem robić parę tysięcy kilometrów na sezon. W szkole średniej zajmowałem się także inną formą rywalizacji, którą rozwinąłem u siebie dopiero na studiach, kiedy klasyczny sport poszedł w odstawkę – był nią Quake, a konkretniej część trzecia.
To właśnie w Q3 upatruje swojego dziedzictwa, które pomogło mi odpowiednio nastawić się do pokera. Pomimo tego, że nigdy nie osiągnąłem ani nie otarłem się o poziom PRO, który zarezerwowany był dla kilku mieszkańców naszej planety, to miałem kilka podniosłych chwil zarówno na poletku polskim jak i międzynarodowym. W momencie, kiedy zabrałem się za pokera miałem 7-letnie doświadczenie związane z tą wspaniałą strzelanką, które pozwoliło mi odpowiednio podejść do nowego wyzwania.
W naszym zinformatyzowanym świecie krąży przysłowie, że najcenniejsza jest informacja. W moim przypadku była to wiedza, którą posiadałem, czyli szereg faktów, z których zdawałem sobie sprawę.
Najważniejszym elementem jest świadomość własnej wartości. Z początku, kiedy raczkujemy na nowym terenie, powinniśmy być pełni pokory i pedantycznie dopatrywać się błędów we własnych postępowaniach. W przypadku quake’a powinno to być np. małe ogranie, bardziej doświadczeni przeciwnicy, którzy rozegrali tysiące pojedynków na mapie, którą ledwo poznaliśmy. W pokerze objawiać się to powinno bezustanną krytyką rozegranych przez siebie rąk, miast ignoranckiego zwalania winy na bad beaty, głupich przeciwników czy absurdalnych zarzutów w postaci riggowanego oprogramowania mającego wspierać słabych graczy w krytycznych momentach.
Tak, jak poker, quake jest grą bardzo skillową. Jest w nim bardzo mało miejsca na zrządzenie losu czy przypadek, dlatego też istnieje ogromna wręcz przepaść pomiędzy graczem pogrywającym okazjonalnie z kolegami na imprezach czy po LANie, a zawodnikiem regularnie grającym w klanie i występującym w różnego rodzaju ligach. Początkujący quaker i pokerzysta powinni zdawać sobie sprawę, że wkraczają na nowe terytorium, gdzie niektórzy zjedli zęby przez ostatnich parę lat, mają w małym palcu zagrania i techniki, które my odkryjemy i będziemy w stanie skutecznie stosować za rok czy dwa. Widzą rzeczy, które nam umykają, stosują zagrania pozornie bezsensowne czy nieistotne, które może zrozumiemy, kiedy zajdziemy tam gdzie oni.
Jeśli naprawdę jesteśmy świadomi własnej wartości i znamy swoje miejsce w hierarchii, to jednocześnie musimy czynić postępy – no bo jak inaczej będziemy w stanie wskazać siebie w łańcuchu pokarmowym zaczynającego się na noobach/donkach kończącego się na prosach/sharkach? Żeby odnaleźć się w tych światach, musimy trenować i dbać o podnoszenie poziomu własnych umiejętności. A kluczowym i według mnie najważniejszym elementem, który w wielu dziedzinach życia odróżnia ludzi zwykłych od wyjątkowych, jest wiedza, jak stawać się lepszym.
Zawodowy piłkarz czy lekkoatleta posiada szereg specjalistów, którzy o niego dbają – dietetyka, psychologa sportowego, prawnika, czy menadżera odpowiedzialnego za kontakt z mediami. Zawodowy gamer czy pokerzysta nie mają szans na takie wsparcie i konsultacje. Sami sobie są dietetykami, ustalają ilość godzin poświęcanych na treningi czy edukacje, sami sobie wybierają pomocną literaturę do studiowania, sami muszą uznać jak wiele czasu poświęcić na oglądanie powtórek z najważniejszych wydarzeń. Kiedy przychodzą chwile zwątpienia spowodowane słabymi występami w turniejach nie mogą liczyć na poradę fachowca, który wie jak szybko wyciągnąć zawodnika z dołka i odpowiednio go zmotywować. Mnogość decyzji do podjęcia potrafi ostudzić zapał niejednego entuzjasty zafascynowanego nową dziedziną współzawodnictwa, w której chciałby spróbować swoich sił.
Problemem ludzi chcących osiągnąć sukces jest fakt, że same chęci nie wystarczą – z czego ci nie zdają sobie sprawy. Pogrążeni w błogich marzeniach o zarabianiu dużych pieniędzy wciąż mają w planach polepszanie swoich umiejętności, kupują sobie na zapas stos książek, które potem zalegają kurzem na półkach. Cały czas stoją w miejscu snując nierealne plany, które nigdy nie zostaną zrealizowane. Trochę bardziej aktywna grupa będzie wierzyć, że poświęcając dużo czasu na samą grę dojdzie w końcu do perfekcji – to też nie jest prawda. Należy zdawać sobie sprawę, że samo granie to za mało – musimy postawić sobie jasne cele, które nami kierują oraz wybrać odpowiednie środowisko, które zamieni naszą grę w trening. Inaczej się gra na serwerze publicznym, gdzie strzela do siebie przypadkowa zbieranina o wysokiej amplitudzie skilla, a inaczej się gra klanówkę czy mecz ligowy używając do tego komunikacji głosowej, mając przydzielone pozycje na mapie i będąc świadomym, że dajemy z siebie wszystko i gramy dla zwycięstwa teamu, a nie polerowania własnym statystyk i podnoszenia ego. Żeby dobrze trenować musimy zdawać sobie sprawę z własnych słabości, niedociągnięć w naszej grze i za wszelką cenę wyeliminować słabe punkty. Nie możemy się bać gry z lepszymi przeciwnikami w quake’u tak samo, jak nie możemy się bać coraz wyższych limitów na stołach pokerowych. Takie podejście wymaga sporego bagażu doświadczeń i bardzo ciężkiej pracy, a nade wszystko głębokiego przekonania o słuszności naszego postępowania – bo jeśli sami w siebie nie wierzymy, to kto w nas uwierzy?
Tego właśnie nauczył mnie quake – dopiero po pięciu latach zdałem sobie sprawę, jak działać, by stawać się lepszym i że trzeba to robić sprawnie oraz szybko – ponieważ największym wrogiem w życiu człowieka jest MARNOTRAWSTWO. Marnotrawstwo czasu poświęconego na bzdury (czyli np. granie na play money w pokera albo bezustanną grę ze słabszymi przeciwnikami w quake’a nie przynoszącą żadnych korzyści), marnotrawstwo pieniędzy z powodu braku wiedzy czy też braku wyobraźni, marnotrawstwo całych lat na pracę, której nienawidzimy, a boimy się z niej zrezygnować.
Świadomość, która przyszła wraz z doświadczeniami opisanymi powyżej pozwoliła mi w przeciągu sześciu miesięcy obrócić 50$ w ponad 2800$ i czerpać godziwe zyski oraz satysfakcję ze stawania się coraz lepszym graczem. Droga ta bardzo mi odpowiada i zamierzam nią kroczyć tak długo, jak poker będzie mi sprawiał przyjemność i dawał poczucie niezależności. Tradycyjne zachęcam do komentowania oraz proponowania tematów godnych poruszenia na następne artykuły.
środa, 8 lipca 2009
Mały sukces MTT oraz podział bankrolla
Witam w dzisiejszym wpisie - przez ostatnie 7 godzin męczyłem się z turniejem na Poker Stars 1,10$ freezeout. Postanowiłem zacząć budować bankroll turniejowy kompletnie od zera w związku z zasadami jakie wyznaje. Teoretycznie mógłbym spokojnie grać w turniejach za 5,50$ czy nawet 11$ posiadając 2500$ na koncie, ale wierzę, że zdobywanie doświadczenia na najniższych szczeblach i konsekwentna praca przyniosą równie imponujące efekty jak w przypadku stolików cashowych. Jak na razie idzie mi całkiem nieźle, dzisiaj po raz pierwszy zaszedłem tak daleko w turnieju z wpisowym (na początku lutego udało mi się wygrać jeden z freerolli na Mansion). Dzisiejszy turniej mogę zaliczyć do udanych - odpadłem pechowo wchodząc All-in przed flopem z KK. Przeciwnik pokazał TT i na river dobrał do seta. Nie mogę jednak narzekać, gdyż kilkakrotnie w czasie trwania turnieju miałem sporo szczęścia, które pozwoliło mi zajść tak daleko. Poniżej zamieszczam screena z turniejowego lobby.
wpisowe: 1,10$
miejsce: 10/4716
wygrana: 23,59$
Turnieje będę się starał rozgrywać głównie w weekendy ze względu na freerolla 30k GTD na Poker Stars, który w każdą sobotę pozwala mi dozbierać trochę dolarów bankrollu turniejowego. Na dzień dzizsiejszy wyznaje zasadę 50 BI na limit (na razie gram turnieje za 1,10$, przy bankrollu 110$ zacznę grać turnieje za 2,20$).
poniedziałek, 6 lipca 2009
Smiechowe rozdania
Nawet kamienna, pokerowa twarz czasem pęknie na skutek zagrań przeciwników, które potrafią być śmieszne w swojej desperackiej naturze w najmniej odpowiednim momencie. Poniżej wrzucam 3 ciekawe rozdania, które naprawdę mnie rozbawiły i wywołały uczucie szczerego współczucia dla przeciwników.
QQ - standardowy 3-bet przed flopem i top set na flopie. Coby przeciwnik nie zwietrzył zasadzki , tradycyjnie uderzam c-betem udając, że chcę go wyrzucić z puli. Call cieszy jak najbardziej. Druga dama daje mi poczucie bezpieczeństwa i jedynym moim zmartwieniem jest wyciągnięcie jak największej ilości pieniędzy od przeciwnika. Kiedy układam mój misterny plan nagle widzę oponenta walącego all-inem z grubej rury. Zapewne myślał, że w tym momencie 2 pary na stole i jego As w postaci kickera stanowią nasileniszy układ. Shit happens.


QQ - standardowy 3-bet przed flopem i top set na flopie. Coby przeciwnik nie zwietrzył zasadzki , tradycyjnie uderzam c-betem udając, że chcę go wyrzucić z puli. Call cieszy jak najbardziej. Druga dama daje mi poczucie bezpieczeństwa i jedynym moim zmartwieniem jest wyciągnięcie jak największej ilości pieniędzy od przeciwnika. Kiedy układam mój misterny plan nagle widzę oponenta walącego all-inem z grubej rury. Zapewne myślał, że w tym momencie 2 pary na stole i jego As w postaci kickera stanowią nasileniszy układ. Shit happens.
KT - jeden przeciwnik calluje, mam przewagę pozycji, więc podbijam by przejąć inicjatywę czy może nawet zakończyć rozdanie tuż przed flopem. dostaje call, który każe mi myśleć, że oponent ma low-parke i liczy na seta. Dream flop i kolejny problem jak tu wyciągnąc najwięcej kasy od wroga. Insta all in w pierwszej kolejności wygladał na nut flush draw, ewentualnie trafionego seta. Przeciwnik pokazuje KK i wywołuje u mnie spazmy śmiechu swoją "przebiegłością" i absurdalnym tokiem rozumowania, który nadaje się jedynie do cyrku monty pythona. Może przypomniało mu się, że powinien tego all-in wrzucić przed flopem :)
89s oraz kolejny bystrzak, który nie wie co zrobić z premium hand przed flopem. Analogiczna sytuacja z grą pozycyjną i suited connetorem posiadającym spory potencjał. Tym razem trafiam OESD na flopie i liczę na to, że na c-beta przeciwnik się zrzuci i będzie po wszystkim. Rise na flopie sugeruje seta - mimo wszystko do puli muszę dorzucić tylko 6$ a mam 8 outów więc jestem na granicy opłacalności. Na tunie schodzi moja upragniona karta i zanim cokolwiek pomyślę, przeciwnik uderza all-inem. Nawet As na river ulepszający over parę do seta nic nie daję i nieszczęśnik będzie musiał jeszcze raz przemyśleć swoje mroczne strategię wciągania innych w pulę. Życzę podobnych wrażeń na stolikach i zachęcam do komentarzy!
środa, 1 lipca 2009
Wyniki na miesiąc czerwiec
Czerwiec był dosyć przewrotnym miesiącem - pierwsze kroki na nowym limicie był dosyć traumatyczne, sporo bad beatów i coolerów na start osłabiło mój kapitał z 1500$ na 1250$. Na szczęście w połowie miesiąca udało mi się zmienić kierunek trendu na wykresach i wyszedłem się na plus, by pod koniec miesiąca przebić się przez kwotę 2000$.
Początku na NL50 stawiałem na stolikach pacific poker. Pomimo dobrych wyników na NL20 widywałem tam sporo myślących regularsów i nie trafiałem swoich kart, by zabrać kapitał słabym graczom. Po tygodniu postanowiłem wypłacić pozostałe pieniądze i walczyć na platformie Poker Stars. Poniżej wykres.

Na szczęście wykres z platformy Poker Stars wygląda zupełnie inaczej . Rozegrałem tam największą ilość rąk w tym miesiącu i zdecydowanie spośród wszystkich odwiedzonych platform jest moją ulubioną - ze względu na fakt, że zawsze znajdziemy słabych graczy przy stole, jak i najbardziej dopracowane oprogramowanie, do którego nie mam żadnych zastrzeżeń. Jako, że udało mi się osiągnąć status Gold, to punkty lojalnościowe lecą mi tam w bardzo żwawym tempie.
Full Tilt Poker na razie ciężko mi ocenić - wydaje mi się, że poziom przeciwników jest wyższy niż na starsach, ale rozegrałem tam na razie zbyt mało rąk, żeby uzyskać wiarygodną opinię. Faktem jest, że występuje tu znacznie większa agresja i częste blefy u oponentów. Overbety na river po naszym checku na turnie to kompletna normalka i czasem ciężko podjąć właściwą decyzje mając na boardzie 1-2 overkarty albo skompletowane drawy. Niemniej zostaję tutaj minimum do końca bonusu depozytowego (na razie wyrobiłem 100$ i zostało jeszcze 500).
Podsumowanie
Bankroll (1.06): 1445$
profity NL50: 473$
bonusy: 124$
Bankroll: (30.06) 2042$
Myślę, że do końca sierpnia powinno mi się udać przejść na NL100 przy kapitale 3500$. Obniżyłem pułap z 40 do 35 BI, ponieważ uważam to za wystarczającą ilość i nie powinienem za długo okupować jedngo limitu. Być może dokonam niewielkiej wypłaty, jeśli będę potrzebował pieniędzy na wakacje, ale w tym roku wczasy raczej nie będa mnie zbyt wiele kosztować.
W jednym z poprzednich podsumowań pisałem o nieśmiałych próbach związanych z turniejami - jak na razie idzie bardzo powoli. Gram w większości weekendowe freerolle na P* i turnieje za 1$ - mimo wszystko widzę u siebie postępy i ostatnio cashuje regularnie w jednych i drugich. Planuję zbudować osobny bankroll do stolików cashowych i turniejowych. Jak wyjdzie w praniu, zobaczymy.
niedziela, 21 czerwca 2009
Skąd pochodzę i dokąd zmierzam?
Powyższe pytanie zadawało już sobie wielu filozofów i z pewnością nie jeden z nas. Należy je sobie także postawić grając w pokera i zastanawiając się, dokąd to wszystko prowadzi.
Graczy pokerowych możemy podzielić na trzy główne kategorie. Aby ułatwić zrozumienie podziału spróbuję się odwołać do piłki nożnej. Każdy z nas w latach szkolnych grał na WF, niektórzy może grali na osiedlowym boisku. Przyglądając się bywalcom boisk możemy od razu zobaczyć różnice w nastawieniu poszczególnych graczy – jedni przyszli się rozerwać i trochę poruszać, żeby nie spędzić całego dnia przed telewizorem. Inni po prostu chcą grać w piłkę, robią to częściej i grają lepiej od poprzedników. Są też tacy, którzy lubią współzawodnictwo, a piłka nożna jest doskonałym sposobem na samorealizację – starają się grać regularnie i utrzymywać satysfakcjonujący ich poziom umiejętności. Znajdzie się też garstka piłkarzy chcących zostać zawodowcami – każda okazja do treningu jest dla nich dobra i zależy im na tym, by z osiedlowych boisk przenieść się jak najszybciej na stadionowe.
W pokerze występują podobne zależności. Większość graczy przebywających na internetowych poker roomach to ludzie mający stałą pracę, zajmujący się masą innych rzeczy. Traktują pokera jak niedzielne wyjście z kolegami na boisko trochę pokopać w piłkę i poruszać się - dla relaksu, rozrywki czy odrobiny urozmaicenia popołudnia. Myśl przewodnia towarzysząca takim osobom w trakcie rozgrywki to "po prostu chcę pograć, fajnie się bawić i miło spędzić czas" – w okazjonalnym pogrywaniu nie ma miejsca na trening, realizację taktyki, czy rozwój. Tak jak na boisku tak i na wirtualnych stolikach przepaść między nimi a graczami regularnie zajmującymi się tą dziedziną będzie horrendalna - no bo jak możemy być lepsi od piłkarza, który biega od nas szybciej, jest bardziej wytrzymały, lepiej drybluje, trenuje 3 razy w tygodniu i na dodatek jest na sportowej diecie?
O ile w przypadku piłki nożnej nie jesteśmy narażani na większe niebezpieczeństwa niż kontuzje, tak w pokerze rozchodzi się o pieniądze – i niedzielni gracze siłą rzeczy będą tymi, którzy je rozdają. W zależności od zasobności portfela niedzielnego gracza i jego oczekiwań względem emocji związanych z obstawianiem prawdziwych pieniędzy, delikwent wybierze odpowiednie stawki na jakich chciałby grać. Jeśli będą to blindy rzędu 0.01/0.02$ - 0.05/0.10$ to istnieje możliwość, że nawet brak umiejętności nie przyniesie strat – gdyż na takich limitach zazwyczaj rzadko kto prezentuje przyzwoity poziom i wykazuje głębsze zrozumienie gry. Niebezpiecznie zaczyna się robić na średnich i wyższych stawkach – przy blindach rzędu 2/4$ czy 3/6$ spotkamy już przy stolikach w większości ogarniętych graczy, którzy zdają sobie sprawę co robią z pieniędzmi – i jeśli nie posiadamy należytego doświadczenia, zabezpieczenia finansowego oraz planu działania przy rozgrywaniu rąk to bardzo szybko pozbędziemy się wszystkich pieniędzy.
Na nieszczęście niedzielnych graczy, traktują oni pokera jak hobby – a w rozumieniu tego słowa zawiera się gdzieś myśl informująca nas o tym, że KAŻDE hobby wymaga nakładów finansowych – kolekcjonowanie czegokolwiek wymaga wydatków, sport wymaga zakupu odpowiedniego wyposażenia, pójście do kina wymaga kupienia biletu. Tym sposobem niedzielni gracze godzą się z faktem, że poker to po prostu hobby tak jak każde inne – zapewnia rozrywkę, za którą trzeba płacić.
Następną grupą są gracze, których nazwę „wanna-be”. Pod tym angielskim neologizmem kryje się gracz zafascynowany pokerem. Prawdopodobnie widział w telewizji sporo turniejów, gdzie odpadnięcie nawet z 20-30 miejsca nagradzane jest dziesiątkami tysięcy dolarów, a zwycięzca zgarnia minimum milion. Kamery, komentatorzy zachwycający się wyrachowaną i błyskotliwą grą finalistów, ekskluzywne hotele i piękne kobiety wręczające walizki pieniędzy to z pewnością kusząc wizja dla wielu ludzi. Zachłyśnięci pozornie łatwym sposobem na zdobycie fortuny i sławy postanawiają zostać zawodowcami z dnia na dzień. Wpłacają zazwyczaj sporą sumę pieniędzy na konto pokerowe i zaczynają grać na wysokich limitach lub w turniejach z bardzo dużym wpisowym. Ich wachlarz zagrań ogranicza się do tego, co zobaczli na stolikach finałowych w telewizji. Ich gra jest bardzo daleka od optymalnej i zyskownej, ponieważ w przypadku Final Table na sporych zawodach Ante oraz Blindy są bardzo wysokie przez co wymuszają na graczach poluźnienie swojej gry oraz rozgrywanie marginalnych rąk – zwłaszcza, kiedy przy stole zostaje tylko 4-5 osób. Analogię można tutaj znaleźć również w piłce nożnej – entuzjasta oglądając szlagierowy mecz Ligi Mistrzów postanawia zostać zawodowym piłkarzem z dnia na dzień. Nie mając pojęcia o sporcie w euforji kupuje sobie najdroższe obuwie i odzież do gry, markową piłkę i jest przekonany o tym, że zostanie świetnym graczem – przecież widział, jak robią to w telewizji! Przypadków takich znajdziemy mnóstwo na pokerowych stołach – niestety działania entuzjastów łatwych pieniędzy będą studzone przez tzw. regularsów (czyli przeciwników, którzy od dłuższego czasu grają niezmiennie na jednym limicie i wychodzą na plus). Gracze tej kategorii są absolutnie pozbawieni samokrytyki, a jakiekolwiek uwagi na temat jakości ich gry będą kończyć się włączaniem mechanizmu urażonej dumy. Niech ten screen uzmysłowi Wam jak wielką siłę mają ci ludzie w swoich dążeniach i niestrudzenie tracą ogromne ilości pieniędzy.
Trzecią i najmniej liczną grupą są tzw. gracze wygrywający. Większość z nich zaczynała na mikrostawkach z kapitałem rzędu 5-50$ bądź nawet od grania freerolli (turnieje z zerowym wpisowym i niewielkimi wygranymi). Gracze ci sukcesywnie pokonują kolejne limity, a ich główną bronią jest doświadczenie i chęć rozwoju. Odpowiednie zarządzanie kapitałem uodparnia ich na bankructwo z powodu bad beatów (więcej na ten temat tutaj). Dzięki temu, że nie rzucają się z motyką na słońce (byłoby to np. wejście na NL200 z zerowym doświadczeniem na niższych limitach przy kapitale rzędu 800$) mogą regularnie wygrywać na swoich stawkach – z początku są to niewielkie pieniądze rzędu kilku dolarów, ale budując swój bankroll i rozgrywając coraz większą ilość rąk stają się lepsi. Umiejętności oraz odpowiednio wysoki kapitał pozwalają przeskoczyć na wyższy limit, gdzie poziom jest tylko minimalnie wyższy – po krótkiej aklimatyzacji mogą ogrywać tamtejszych bywalców i jednocześnie zdobywać doświadczenie potrzebne na wyższe limity. Tym sposobem odpowiednio rozgarnięty i mający motywację do nauki gracz jest w stanie od zera zbudować bankroll rzędu kilkudziesięciu czy setek tysięcy dolarów. Tak właśnie zaczynał najsławniejszy Polski pokerzysta, Marcin Horecki – tutaj link do jego profilu na Pokerstars (polecam obejrzeć krótki film pod listą zwycięstw).
Istnieje pewien krytyczny moment, w którym następuje podział tego rodzaju graczy na dwie kategorie.
Pierwsza z nich to ludzie mający profity z pokera mogące ich utrzymywać na przyzwoitym poziomie. Wtedy stają się tzw. grinderami/regularsami i na stałe zajmują się grą na wybranym limicie (np. na stawkach 2/4$ czy 3/6$). Odrobili już swoje lekcje, są kompetenti na tyle, żeby wygrywać na swoich stawkach i poker staje się dla nich po prostu pracą.
Drugą kategorią są ludzi pragnący bezustannie iść do przodu. To właśnie tutaj jest miejsce dla największych sław grających o najwyższe wygrane. Silna chęć współzawodnictwa, pewność własnych umiejętnośc i marzenia motywują tych graczy do zostania gwiazdami pokera, które potem zdobywają po 6 tytułów mistrzowskich z rzędu, a ich twarz promowane są na każdym kroku. Droga na szczyt to ogromne wyzwanie i bardzo ciężka praca, wiele chwil zwątpienia i nerwy wystawione na ciężką próbę, o czym niewielu zdaje sobie sprawę.
Mam nadzieję, że powyższy tekst pomógł odpowiedzieć początkującym pokerzystom do jakiej grupy mogą należeć - czyli skąd pochodzą. A dokąd zmierzamy? To już tylko i wyłącznie nasz wybór.
Graczy pokerowych możemy podzielić na trzy główne kategorie. Aby ułatwić zrozumienie podziału spróbuję się odwołać do piłki nożnej. Każdy z nas w latach szkolnych grał na WF, niektórzy może grali na osiedlowym boisku. Przyglądając się bywalcom boisk możemy od razu zobaczyć różnice w nastawieniu poszczególnych graczy – jedni przyszli się rozerwać i trochę poruszać, żeby nie spędzić całego dnia przed telewizorem. Inni po prostu chcą grać w piłkę, robią to częściej i grają lepiej od poprzedników. Są też tacy, którzy lubią współzawodnictwo, a piłka nożna jest doskonałym sposobem na samorealizację – starają się grać regularnie i utrzymywać satysfakcjonujący ich poziom umiejętności. Znajdzie się też garstka piłkarzy chcących zostać zawodowcami – każda okazja do treningu jest dla nich dobra i zależy im na tym, by z osiedlowych boisk przenieść się jak najszybciej na stadionowe.
W pokerze występują podobne zależności. Większość graczy przebywających na internetowych poker roomach to ludzie mający stałą pracę, zajmujący się masą innych rzeczy. Traktują pokera jak niedzielne wyjście z kolegami na boisko trochę pokopać w piłkę i poruszać się - dla relaksu, rozrywki czy odrobiny urozmaicenia popołudnia. Myśl przewodnia towarzysząca takim osobom w trakcie rozgrywki to "po prostu chcę pograć, fajnie się bawić i miło spędzić czas" – w okazjonalnym pogrywaniu nie ma miejsca na trening, realizację taktyki, czy rozwój. Tak jak na boisku tak i na wirtualnych stolikach przepaść między nimi a graczami regularnie zajmującymi się tą dziedziną będzie horrendalna - no bo jak możemy być lepsi od piłkarza, który biega od nas szybciej, jest bardziej wytrzymały, lepiej drybluje, trenuje 3 razy w tygodniu i na dodatek jest na sportowej diecie?
O ile w przypadku piłki nożnej nie jesteśmy narażani na większe niebezpieczeństwa niż kontuzje, tak w pokerze rozchodzi się o pieniądze – i niedzielni gracze siłą rzeczy będą tymi, którzy je rozdają. W zależności od zasobności portfela niedzielnego gracza i jego oczekiwań względem emocji związanych z obstawianiem prawdziwych pieniędzy, delikwent wybierze odpowiednie stawki na jakich chciałby grać. Jeśli będą to blindy rzędu 0.01/0.02$ - 0.05/0.10$ to istnieje możliwość, że nawet brak umiejętności nie przyniesie strat – gdyż na takich limitach zazwyczaj rzadko kto prezentuje przyzwoity poziom i wykazuje głębsze zrozumienie gry. Niebezpiecznie zaczyna się robić na średnich i wyższych stawkach – przy blindach rzędu 2/4$ czy 3/6$ spotkamy już przy stolikach w większości ogarniętych graczy, którzy zdają sobie sprawę co robią z pieniędzmi – i jeśli nie posiadamy należytego doświadczenia, zabezpieczenia finansowego oraz planu działania przy rozgrywaniu rąk to bardzo szybko pozbędziemy się wszystkich pieniędzy.
Na nieszczęście niedzielnych graczy, traktują oni pokera jak hobby – a w rozumieniu tego słowa zawiera się gdzieś myśl informująca nas o tym, że KAŻDE hobby wymaga nakładów finansowych – kolekcjonowanie czegokolwiek wymaga wydatków, sport wymaga zakupu odpowiedniego wyposażenia, pójście do kina wymaga kupienia biletu. Tym sposobem niedzielni gracze godzą się z faktem, że poker to po prostu hobby tak jak każde inne – zapewnia rozrywkę, za którą trzeba płacić.
Następną grupą są gracze, których nazwę „wanna-be”. Pod tym angielskim neologizmem kryje się gracz zafascynowany pokerem. Prawdopodobnie widział w telewizji sporo turniejów, gdzie odpadnięcie nawet z 20-30 miejsca nagradzane jest dziesiątkami tysięcy dolarów, a zwycięzca zgarnia minimum milion. Kamery, komentatorzy zachwycający się wyrachowaną i błyskotliwą grą finalistów, ekskluzywne hotele i piękne kobiety wręczające walizki pieniędzy to z pewnością kusząc wizja dla wielu ludzi. Zachłyśnięci pozornie łatwym sposobem na zdobycie fortuny i sławy postanawiają zostać zawodowcami z dnia na dzień. Wpłacają zazwyczaj sporą sumę pieniędzy na konto pokerowe i zaczynają grać na wysokich limitach lub w turniejach z bardzo dużym wpisowym. Ich wachlarz zagrań ogranicza się do tego, co zobaczli na stolikach finałowych w telewizji. Ich gra jest bardzo daleka od optymalnej i zyskownej, ponieważ w przypadku Final Table na sporych zawodach Ante oraz Blindy są bardzo wysokie przez co wymuszają na graczach poluźnienie swojej gry oraz rozgrywanie marginalnych rąk – zwłaszcza, kiedy przy stole zostaje tylko 4-5 osób. Analogię można tutaj znaleźć również w piłce nożnej – entuzjasta oglądając szlagierowy mecz Ligi Mistrzów postanawia zostać zawodowym piłkarzem z dnia na dzień. Nie mając pojęcia o sporcie w euforji kupuje sobie najdroższe obuwie i odzież do gry, markową piłkę i jest przekonany o tym, że zostanie świetnym graczem – przecież widział, jak robią to w telewizji! Przypadków takich znajdziemy mnóstwo na pokerowych stołach – niestety działania entuzjastów łatwych pieniędzy będą studzone przez tzw. regularsów (czyli przeciwników, którzy od dłuższego czasu grają niezmiennie na jednym limicie i wychodzą na plus). Gracze tej kategorii są absolutnie pozbawieni samokrytyki, a jakiekolwiek uwagi na temat jakości ich gry będą kończyć się włączaniem mechanizmu urażonej dumy. Niech ten screen uzmysłowi Wam jak wielką siłę mają ci ludzie w swoich dążeniach i niestrudzenie tracą ogromne ilości pieniędzy.
Trzecią i najmniej liczną grupą są tzw. gracze wygrywający. Większość z nich zaczynała na mikrostawkach z kapitałem rzędu 5-50$ bądź nawet od grania freerolli (turnieje z zerowym wpisowym i niewielkimi wygranymi). Gracze ci sukcesywnie pokonują kolejne limity, a ich główną bronią jest doświadczenie i chęć rozwoju. Odpowiednie zarządzanie kapitałem uodparnia ich na bankructwo z powodu bad beatów (więcej na ten temat tutaj). Dzięki temu, że nie rzucają się z motyką na słońce (byłoby to np. wejście na NL200 z zerowym doświadczeniem na niższych limitach przy kapitale rzędu 800$) mogą regularnie wygrywać na swoich stawkach – z początku są to niewielkie pieniądze rzędu kilku dolarów, ale budując swój bankroll i rozgrywając coraz większą ilość rąk stają się lepsi. Umiejętności oraz odpowiednio wysoki kapitał pozwalają przeskoczyć na wyższy limit, gdzie poziom jest tylko minimalnie wyższy – po krótkiej aklimatyzacji mogą ogrywać tamtejszych bywalców i jednocześnie zdobywać doświadczenie potrzebne na wyższe limity. Tym sposobem odpowiednio rozgarnięty i mający motywację do nauki gracz jest w stanie od zera zbudować bankroll rzędu kilkudziesięciu czy setek tysięcy dolarów. Tak właśnie zaczynał najsławniejszy Polski pokerzysta, Marcin Horecki – tutaj link do jego profilu na Pokerstars (polecam obejrzeć krótki film pod listą zwycięstw).
Istnieje pewien krytyczny moment, w którym następuje podział tego rodzaju graczy na dwie kategorie.
Pierwsza z nich to ludzie mający profity z pokera mogące ich utrzymywać na przyzwoitym poziomie. Wtedy stają się tzw. grinderami/regularsami i na stałe zajmują się grą na wybranym limicie (np. na stawkach 2/4$ czy 3/6$). Odrobili już swoje lekcje, są kompetenti na tyle, żeby wygrywać na swoich stawkach i poker staje się dla nich po prostu pracą.
Drugą kategorią są ludzi pragnący bezustannie iść do przodu. To właśnie tutaj jest miejsce dla największych sław grających o najwyższe wygrane. Silna chęć współzawodnictwa, pewność własnych umiejętnośc i marzenia motywują tych graczy do zostania gwiazdami pokera, które potem zdobywają po 6 tytułów mistrzowskich z rzędu, a ich twarz promowane są na każdym kroku. Droga na szczyt to ogromne wyzwanie i bardzo ciężka praca, wiele chwil zwątpienia i nerwy wystawione na ciężką próbę, o czym niewielu zdaje sobie sprawę.
Mam nadzieję, że powyższy tekst pomógł odpowiedzieć początkującym pokerzystom do jakiej grupy mogą należeć - czyli skąd pochodzą. A dokąd zmierzamy? To już tylko i wyłącznie nasz wybór.
poniedziałek, 1 czerwca 2009
Wyniki na miesiąc maj
Maj był już bardziej ruchliwym miesiącem jeśli chodzi o sesje pokerowe - pomimo pracy, udało mi się znaleźć na niego odpowiednią ilość czasu. Ten miesiąc był pierwszym, w którym trafił mi się poważniejszy downswing - 8 dni z rzędu kończyłem z ujemnym saldem, które skurczyło się w sumie o 200$ - w połowie miesiąca miałem dokładnie tyle pieniędzy ile na samym początku. Skłoniło mnie to do różnych przemyśleń i przede wszystkim uodporniło na porażki i wprowadziło więcej dystansu w podejściu do gry. Pomimo kiepskich wyników w środku miesiąca, ostatnie 2 tygodnie były szybkim rajdem do góry - co zresztą możecie zobaczyć po prawej w wynikach z ostatnich 7 dni. Profity na ten miesiąc zamykają się w kwocie 329$. Nie jest to wynik godny podziwu, ale jestem z niego zadowolony. Poniżej przedstawiam zestawienie wykresów z platform, które odwiedzałem w tym miesiącu.
Jak można zauważyć, niemal od samego początku jechałem w dół - bad beaty, coollery (set vs. set) czy KK vs. AA osłabiły mój kapitał na pacificu bardzo mocno i zaczynałem mieć małe wątpliwości odnośnie niskiego poziomu tamtejszych graczy. Rozwiałem je w ten weekend, kiedy przed północą w piątek miałem na koncie pacifica 251$, a wczoraj zamknąłem saldo ze stanem 432$.
Mansion Poker
Gra na Mansion Poker była mało przyjemna - skusił mnie atrakcyjny bonus, który zalegał tam od dłuższego czasu. Niestety platforma aż roi się od adeptów szkółek pokerowych, czyli shortów i murków. Granie stołów Full Ring w sieci iPoker stało się nieopłacalne i nudne - dlatego też po wypłaceniu drugiej raty bonusu (w sumie 20$) postanowiłem stamtąd się szybko ulotnić.Poker Stars

Poker Stars to niewątpliwie najbardziej swingowa platforma w podsumowaniu - sama struktura wykresu może budzić zawroty głowy. Zdażało mi się mieć tutaj sesje po 120$ na plus, a także po 90$ na minus - i to cały czas grając swoje A-game, bez żadnego tiltu, eksperymentów czy prób blefu. Wydaje mi się, że poszarpany wykres wiąże się ze środowiskiem graczy tam przebywajacych - mam na myśli tutaj obywateli USA, którzy mają opinię kamikadze płacącacych każdą cenę za obejrzenie karty mogącej skompletować ich draw. Pomimo kiepskiego wyniku ugrane bonusy (50$ first deposit, 18$ reload, 24$ instant cash) pozwoliły powiększyć saldo do odpowiednich rozmiarów.
Podsumowanie
Bankroll (1.05): 1116$
profity NL20/NL25: 217$
bonusy: 112$
Bankroll: (31.05) 1445$
Czerwiec to oczywiście okres walki na NL50 - zostało mi jeszcze do ugrania 55$ na NL20/NL25, na co liczę maksymalnie 2-3 dni. Pierwsze kroki na tym limicie zaczne stawiać na Pacificu ze względu na najniższy poziom graczy - potem będzie to Pokerstars, gdzie chciałbym się zadomowić na stałe ze względu na ilość przeciwników, oprogramowanie i system bonusowy. Nie wykluczam też skakania po innych platofrmach w celu wyrobienia bonusów depozytowych (co na NL50 będzie dosyć sprawnie szło). W planach mam na razie wizyty na Bwin oraz Full Tilt Poker.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

